Największa bzdura jaką ostatnio poznałem







Pewna czytelniczka, podesłała mi taką oto wiadomość (czyli ktoś mnie jednak czyta 😊):

"Znajoma właśnie udostępniła na Facebook ‘u poradę od psychologa dziecięcego (jej dzieciak - przedszkolak chodzi do niego). Uwaga, cytat: "I pamiętaj rodzicu! Nie przytulaj swojego dziecka, bo to hamuje jego rozwój!" 

Przyznać muszę, że to stwierdzenie lekko mnie wzburzyło. No bo jak to? Mam nie przytulać własnego dziecka? W takim razie w jaki sposób okażę mu miłość? Jak utwierdzę go w tym, że przy mnie jest bezpieczny? Jak do cholery? Taka była moja pierwsza reakcja. Druga - to cały tekst poniżej. 

W latach 60 ubiegłego wieku Harry Harlow - psycholog, przeprowadził eksperyment, który jasno wykazał, że zapewnienie młodemu ssakowi schronienia oraz żywności i picia, przy jednoczesnym pozbawieniu go kontaktu fizycznego z rodzicami, jest niewystarczające do jego prawidłowego rozwoju. Z powodu braku kontaktu z rodzicem/opiekunem, procesy odpowiedzialne za rozwój zachowań społecznych zostają zatrzymane, co ma opłakane skutki w dorosłym życiu młodego ssaka. Jednym z podstawowych problemów jest to, że nie potrafi on budować prawidłowych relacji społecznych z osobnikami swojego gatunku. 

Teraz po ludzku. 

Przytulanie własnego dziecka, to coś więcej niż zwykły gest. Przytulamy dzieci by okazać im naszą miłość oraz by pokazać im, że z nami są bezpieczne. Ponadto czułość tak okazywana zaspokaja potrzeby emocjonalne naszego potomstwa. 
Przytulanie ma też dobry wpływ na obie strony, dziecko jak i na rodzica. Dzieci w objęciach rodziców szybciej się uspokajają, na przykład po upadku lub skaleczeniu podczas zabawy. Rodzic natomiast odczuwa radość z bliskości swojego Skarba. 

Przytulane dzieci są spokojniejsze, łatwiej nawiązują kontakty z innymi osobami, są pewniejsze siebie oraz stabilne emocjonalnie, a co za tym idzie łatwiejsze w wychowaniu. Skutkuje to w dorosłym życiu też tym, że dzieci przytulane przez rodziców w dzieciństwie, łatwiej odnajdują się w związku i nie mają problemów w budowaniu zdrowej relacji z partnerem. Ponadto chętniej mówią o swoich uczuciach oraz szybciej dostosowują się do panujących zasad. 

Przytulajcie wasze dzieci i mówcie im, że je kochacie! Rozmawiajcie z nimi o swoich uczuciach, opowiadajcie o tym jak minął wam dzień, pytajcie o ich przeżycia w ciągu dnia. Rozmawiajcie z nimi o ich problemach - nawet wówczas, gdy w waszym mniemaniu to nic nie znaczące epizody, dla dziecka to mogą być trudne sprawy, które dzięki rozmowie z kimś komu ufają, łatwiej będzie im je uporządkować. 

Pozwalajcie wykonywać "dorosłe" zajęcia (np pomoc przy gotowaniu: obrane przez dziecko warzywa na pewno będą smaczniejsze), pozwólcie czasem spać im w waszym łóżku - nawet pięcio- czy sześciolatkowi potrzeba czasem bliskości rodziców podczas snu, pozwólcie dzieciom być sobą - nie próbujcie z nich zrobić siebie. Zabawy w kałuży, czy błocie są jak najbardziej mile widziane. Traktujcie dzieci jak partnerów, a nie jak kogoś, kogo trzeba tylko karmić, ubierać i odwozić do szkoły. 
Bliskość fizyczna (ta dobra), jak i bliskość emocjonalna są nieodzowne przy wychowaniu dzieci. Bliska więź z dziećmi będzie profitować w przyszłości. 

pixabay

Przytulanie jest ważne. Co do tego nie mam wątpliwości. Nie bez powodu w 2009 roku, 24 Czerwca ustanowiony został Polskim Dniem Przytulania. Pod petycją w tej sprawie podpisało się ponad 135 tys. osób z całego kraju. Coraz więcej Polaków jest zainteresowanych udziałem w  tym wydarzeniu. I bardzo dobrze!

Powtórzę po raz kolejny i powtarzać to będę przy każdej możliwej okazji - przytulajcie swoje dzieci. One tego potrzebują tak samo mocno, jak my potrzebowaliśmy w młodości. Przytulanie, okazywanie czułości i zrozumienia dzieciom, to najlepsza metoda wychowawcza.

Komentarze

  1. Ta znajoma, która udostępniła poradę od psychologa to ja :) Nie muszę pewnie pisać, że zakończyłam, jakże pouczającą, współpracę z owym psychologiem. Podczas pożegnania czyli odbierania papierów mojego dziecka, zapytałam oczywiście o sens owej porady na zasadzie "proszę uzasadnić swoją wypowiedź" i oto czego się dowiedziałam: Rodzice czasem nieświadomie hamują rozwój samodzielności swoich dzieci poprzez np. wożenie pięciolatka w wózku, pozwalanie przedszkolakowi na ciumlanie smoczka i picie z butelki ze smoczkiem oraz noszenie go nadmiernie na rękach, choć sam potrafi iść. I generalnie można to uznać za zasadne, ale... Ale w realnej sytuacji owa pani psycholog przyłatała swój osąd do taty, który wziął synka na ręce, by go przytulić i ostro mu nakazała: "Natychmiast proszę odstawić dziecko na ziemię, to, co pan robi hamuje jego rozwój!". Na co spłoszony tata: "Ale ja chciałem tylko przytulić...", a ona: "Nie! niech pan tego nie robi, szkodzi pan dziecku". I tu wkracza problem jeszcze większy - psycholog wyciąga błędny wniosek z sytuacji, błyskawicznie ocenia i ingeruje. Nie pyta, by potwierdzić lub nie swoje podejrzenie, nie tłumaczy o co chodzi i dlaczego. Wprowadza w błąd siebie i rodzica, a z jej reakcji i stwierdzenia wyłania się szkodliwy absurd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy psycholog, powinien być przede wszystkim dobrym człowiekiem. Rozumiejącym potrzeby dziecka, oraz jego rodziców. Nie może być przyzwolenia na to, aby ktoś taki oceniał samo zachowanie, bez poznania jego kontekstu. Słusznie Pani postąpiła zabierając swoje dziecko, z pod opieki tego „specjalisty”.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty