Jak podróżować z dzieckiem rowerem, w mieście i poza nim?





Żyjemy w czasach, gdy aktywność fizyczna, sport stają się coraz bardziej modne. Są uprawiane świadomie, żeby poprawić zdrowie i komfort życia. To dobrze, a nawet bardzo! Dzięki temu, wielu dotychczasowych użytkowników samochodów, wybiera i przesiada się na rowery, traktując je, tak jak ja, jako podstawowy środek transportu. Coraz częściej rodzice zachęcają dzieci do jazdy na rowerze. Lecz co, gdy nasze potomstwo jest jeszcze zbyt małe i nie potrafi samodzielnie jeździć rowerem lub gdy nie umie jeszcze za rodzicami nadążyć? Jest na to kilka patentów o których dzisiaj opowiem. Tekst jest oparty o moje własne doświadczenia.




Pierwszym sposobem rozwiązania naszego problemu, jest fotelik montowany na kierownicy. Przeznaczony dla dzieci w wieku od dziewięciu miesięcy do trzech lat, z maksymalnym udźwigiem piętnaście kilogramów (oczywiście w zależności od producenta te wartości nieznacznie się różnią, ja je uśredniłem). Taki fotelik wyposażony jest w pasy bezpieczeństwa oraz w owiewkę przednią, chroniącą dziecko przed wiatrem i deszczem. Korzystałem z takiego rozwiązania na samym początku swojej dziecięco - rowerowej przygody i przyznaję, że początkowo byłem zadowolony. Mój syn też. Sytuacja zaczęła się zmieniać z każdym, kolejnym deszczem. Faktem jest, że szyba sprawdzała się w zadowalającym stopniu, ale konieczne było ubranie przeciwdeszczowe dla pasażera fotelika, co było powodem niezadowolenia mojego synka. Generalnie fotelik tego typu, jest bardzo dobrym rozwiązaniem na letnie dni i wycieczki rodzinne, ale jako podstawowy środek przewożenia dziecka, nie polecam go. 



Kolejnym rozwiązaniem jakie wdrożyłem, był fotelik montowany na tyle roweru. Przeznaczony dla dzieci w wieku od dziewięciu miesięcy do siedmiu lat, z maksymalnym udźwigiem do około dwudziestu pięciu kilogramów - tu także uśredniłem parametry. Taki fotelik wyposażony jest w trzypunktowe pasy bezpieczeństwa. Niektórzy producenci oferują również pięciopunktowe. Budowa fotelika była pomyślana pod kątem zagwarantowania maksymalnego bezpieczeństwa pasażerowi. I tak mamy: osłony nóg (chroniące przed szprychami) oraz, co bardzo istotne, osłony głowy, które gwarantują bezpieczeństwo w przypadku ewentualnego upadku rowerzysty z pasażerem. W przeciwieństwie do fotelika na kierownicy, ten na bagażniku dawał mojemu dziecku bardzo dobrą osłonę przed deszczem i wiatrem. Choć w zasadzie to była moja zasługa, bo cały deszcz zatrzymywał się na mnie. Gdyby nie fakt, że rower służy mi nie tylko do codziennych podróży, ale używam go również rekreacyjnie, to taki fotelik byłby optymalnym rozwiązaniem. Lecz przy dłuższej jeździe, musiałem robić przerwy by napoić lub nakarmić dziecko, co zabierało mi frajdę z jazdy. Poza tym mój syn miał ograniczony widok zza moich pleców, przez co szybko się nudził. Mimo wszystko, uważam, że do codziennej jazdy po mieście taki fotelik jest dobrym wyborem. 




Trzecim rozwiązaniem jakie stosujemy z moim synem obecnie, jest przyczepka do roweru. Model którego my używamy, jest dla dzieci w wieku od narodzin (ma możliwość zamontowania specjalnej wkładki dla noworodka) do siedmiu lat. Maksymalny udźwig, to trzydzieści pięć kilogramów. Jest dwuosobowa. Wyposażono ją w dwa komplety pięciopunktowych pasów bezpieczeństwa. Dodatkowo, pasażera chroni aluminiowa rama (klatka), jak i specjalny przegub zapobiegający wywróceniu się przyczepki w razie upadku rowerzysty z rowerem (ta opcja bezpieczeństwa została sprawdzona, działa). W razie złych warunków atmosferycznych, pasażer jest chroniony szczelnie zamykanym dachem oraz bocznymi panelami, wyposażonymi w okna widokowe 😊Wewnątrz przedziału pasażerskiego mamy dwie kieszenie na napoje i przekąski. Z tyłu znajduje się mały bagażnik, chroniący również jego zawartość przed deszczem, czy śniegiem. Polecam przy tym wyposażyć rower w lusterka wsteczne, by mieć widok na pasażera przyczepki. Dodatkowym atutem jest trzecie koło, które można zamontować z przodu przyczepki, przekształcając ją w wózek spacerowy. Pomimo wad, które niestety również posiada, czyli wagą - to około dwunastu dodatkowych kilogramów do ciągnięcia (co przy odpowiedniej konserwacji łożysk kół, nie jest aż tak uciążliwe) oraz faktem, że przy silniejszym wietrze od przodu stawia dość spory opór, jest to w moim przekonaniu optymalne rozwiązanie dla osób niemogących żyć bez swoich dzieci oraz roweru. 



Jedynym, moim zdaniem, konkurentem dla przyczepki, w walce o miano najlepszego rowerowego środka transportu, jest riksza. Trójkołowy rower wyposażony w skrzynię załadunkową. Przeznaczony jest do przewozu dzieci w wieku od narodzin (jest możliwość zamontowania fotelika dla noworodka, takiego samego jak do samochodu) do 140 centymetrów wzrostu (granicy wiekowej nie ma). Oczywiście oprócz dzieci, można przewozić różne towary, ale z pociechami jest zawsze radośniej. Maksymalny udźwig skrzyni to 50 kilo. W skrzyni, w zależności od modelu jaki wybierzemy, znajdziemy: dwie lub jedną ławkę oraz pięciopunktowe pasy bezpieczeństwa dla pasażerów. Riksze są cztero- lub dwuosobowe, a liczba miejsc jest zależna od wielkości skrzyni. Cała przestrzeń pasażerska jest chroniona zdejmowanym zadaszeniem, z wytrzymałej, przezroczystej folii. Największą wadą tego rozwiązania jest z całą pewnością jego cena. Za podstawowy model zapłacimy około 3000 zł. 



W przypadku dzieci, które potrafią już samodzielnie jeździć rowerem, a które planujemy zabrać w długa trasę, stworzono hol rowerowy. Jest to metalowy pałąk przypinany do kierownicy i osi przedniego koła rowerka dziecięcego oraz pod siodełkiem roweru rodzica. Takie rozwiązanie poprawia bezpieczeństwo małego dziecka, a ponadto pozwala cieszyć się wspólną jazdą rowerem, bez nadmiernego wysiłku małego rowerzysty.

Komentarze

Popularne posty