Zwierzenia ojca, czyli gdzie ten instynkt


Czy wiesz co najbardziej odróżnia kobietę od mężczyzny? Odpowiedź brzmi: instynkt macierzyński  (rodzicielski). Kobieta ma go od pierwszego dnia ciąży. Niektóre panie maja najpierw instynkt,  potem chęć posiadania dzieci, a dopiero na końcu ciążę. 

Hormony buzujące w organizmie, rozstępy, przybywające krągłości, rosnące kilogramy, wahania nastroju, ruchy dziecka, jego kopanie, skurcze, bóle krzyża, to składniki budujące instynkt macierzyński u kobiety. To wszystko sprawia, że im jest łatwiej przeżywać ciążę - wszystko jest bardziej namacalne. Mniej metafizyczne, a bardziej realne. 

Moja żona zalicza się do tych kobiet, które instynkt macierzyński, otrzymują w momencie zapłodnienia. Wcześniej miała chęć posiadania dziecka, zresztą tak jak i ja. We mnie ona też była (tzn. chęć, nie żona 😉 ), ale instynkt rodzicielski nie włączył mi się jak za dotknięciem "magicznej różdżki". No nie było, nie czułem go. To sprawiło, że byłem napiętnowany. Chęć posiadania potomka była ogromna. Cieszyłem się, że żona jest w ciąży. Widziałem Ją jak głaszcze swój brzuch. Gładzi raz za razem, patrzy się na niego, a przy tym oczy jej się świecą. 

A ja? A ja nic. Dotykałem, głaskałam. No i co? No i nic. Instynkt nadal się nie uruchamia. Wiedziałem, że jest tam dziecko, że to chłopiec. Że na pewno jest cudowny, tak jak moja małżonka. Widziałem jego obraz na monitorze ultrasonografu podczas wizyt kontrolnych. Ale instynktu jak nie było, tak nie było. No i co ja mogę? Mam kłamać, wymyślać tylko po to, żeby żona się cieszyła? Żeby łudziła się, że czuję to samo co Ona? Nie. To tak nie działa. Ile ja się nasłuchałem... Och ile! Ale żono, u każdego to działa inaczej. Każdy jest inny, każdy inaczej reaguje. Zrozum proszę. 

Tak mijały dni, tygodnie, miesiące. Zajęci przygotowaniami do przyjęcia dziecka na świat, wypatrywaliśmy dnia rozwiązania. Marzec 2015. Piątek. Dzień jakich wiele było przez ostatnie miesiące. Ja rano wyszedłem do pracy, żona w domu głaszcze brzuch... A przynajmniej ja tak myślałem. Do momentu gdy głos wydobywający się z głośnika telefonu oznajmił: ,,Michał nie panikuj. Wody mi odeszły. Zostań jeszcze w pracy, jak zaczną się skurcze to Cię wezwę." Opanowanie Asi było ogromne - szacun żono! O 20:04 tego samego dnia, oblał mnie zimny pot, a wraz z nim uderzyła też fala gorąca. Serce zaczęło mi walić jak młot, mocno. Mocniej. Oczy się zaświeciły, twarz zbladła, jednocześnie pojawiły się wypieki, irracjonalnie. Gęsia skórka była na całym moim ciele i to wszystko na raz. Wszystkie te zjawiska wystąpiły dokładnie w tej samej sekundzie, gdy usłyszałem jego głos, gdy zobaczyłem jego ubabrane śluzem i krwią, czarne jak węgiel włosy, gdy zobaczyłem jego cudowną buzię i pulchniutkie ciałko. Taki piękny, no taki piękny, taki mój, taki nasz, taki piękny! 

O 20:04 wraz z pojawieniem się Franka na świecie, zawitał u mnie instynkt rodzicielski - ojcowski. Jakie to piękne uczucie! Kocham swojego synka ponad wszystko. Uwielbiam Go - jego uśmiech, jego błyszczące oczy, jego zapach, kocham Go! 

Żona ponownie jest ciężarna, a instynkt? Przyjdzie na pewno, w swoim czasie.

Komentarze