Cud który zmienił moje życie



Pewnego dnia Kasia - znajoma, koleżanka, zapytała: "Czy w chwili pojawienia się Franka na świecie, byliście gotowi zostać rodzicami?" I wiecie co, odpowiedziałem bez zastanowienia, zgodnie z prawdą, szczerze: "Tak, Asia była gotowa."

Natomiast jeśli chodzi o moją osobę, to ucieszyłem się z informacji o tym, że zostanę tatą. Ucieszyłem się gdy już do mnie dotarła. Bo dopiero przy trzecim powtórzeniu, mojej żonie udało się uświadomić mi, o co kaman. W dniu, gdy się dowiedziałem było zajebiście - radość, radość [ekstaza] i emocje. Trwało to przez kilka dni. Dopiero, gdy mój mózg ogarnął tę euforię, spadł na mnie ciężar odpowiedzialności. Przerażała mnie odpowiedzialność jaka miała spaść na moje barki. Ba... ona mnie przytłaczała. Ja zdecydowanie nie byłem na to gotowy. 

Bo odpowiedzialność to ogromna. Odpowiedzialność na całe życie. Bez prawa do urlopu czy chorobowego. To ja mam być odpowiedzialny za zaspokajanie wszelkich potrzeb malca (może oprócz żywieniowych, przynajmniej w pierwszym okresie jego życia), za jego bezpieczeństwo oraz wychowywanie. Tak, to ogromna odpowiedzialność, bo skrzywdzić dziecko jest bardzo łatwo. Co gorsza, nie potrafiłem odnaleźć w sobie instynktu rodzicielskiego (o czym już pisałem - tu). Jedyne co mi towarzyszyło, to strach przed odpowiedzialnością i nowymi obowiązkami, które na mnie spadną. Ten strach paraliżował moją radość z faktu iż zostanę tatą. 

Teraz, z perspektywy czasu, po dwóch latach bycia ojcem, twierdzę że moje obawy były zdecydowanie uzasadnione. Ale też i nazbyt wielkie. Faktem jest, że łatwo czegoś nie dopilnować, odparzyć dziecku tyłek, podać za ciepłą kaszę lub zrobić zbyt zimną kąpiel. Ale emocje towarzyszące obcowaniu z własnym dzieckiem, zdecydowanie są warte wzięcia na barki ciężaru tej słodkiej odpowiedzialności. 

Te dwa lata, które Frank jest z nami, pokazały mi, że ojcostwo nie jest proste. Ale każdy może się w nim odnaleźć, nawet najbardziej bojaźliwi mężczyźni. Tak, to prawda, że jest najeżone sporą ilością wszelakich przeszkód, ale są one  jednak do pokonania. "Bestia" (dziecko), jest dość łatwa do oswojenia. Wystarczy mieć otwarty umysł i serce:
Umysł - żeby przyjąć wiedzę i wskazówki od bardziej doświadczonych rodziców, które następnie trzeba przełożyć na własny język. 
Serce - by przyjąć miłość, która pojawia się wraz z przyjściem dziecka na świat. 

Ojcostwo/rodzicielstwo wymaga zrezygnowania z licznych przyjemności i wygód. Jeśli nie na stałe, to na pewno na jakiś czas, jest także obarczone licznymi trudnościami. Pomimo tego, z ręką na sercu i czystym sumieniem, oświadczam: Wraz z pojawieniem się mojego synka na świecie, moje życie stało się lepsze. Mam nadzieję, że i ja stałem się lepszy, a jeśli nie to będę nadal próbował. Dziecko to cud.


Kocham Cię synku.


Komentarze