Ja, typowy tata z internetu


Internety są pełne anegdot, historii i mitów na temat ojców. Jest pełno memów, demotywatorów i innych materiałów na temat  ojcowskiej nieporadności. W internecie co rusz napotkać można opisy wpadek i błędów popełnianych przez ojców. Najczęściej są to prozaiczne zdarzenia, doprowadzające czytające je osoby do śmiechu. Tak oto powstał wizerunek ojca fajtłapy. I pewnie by mnie to zabolało, gdyby nie pewne zdarzenie. A było to tak:

Sobotni poranek. Deszczowa pogoda, która zawitała do naszego miasta, po dwóch tygodniach niebagatelnych upałów sprawiła, że zamiast poszukiwać przygód w lesie, wybraliśmy się do "Kiki i Koko" - jak Franki nazywa pobliską salę zabaw. Super miejsce. Kolorowe, przestronne, z wieloma ciekawymi atrakcjami. Zapewnia przednią zabawę na wiele godzin. W naszym przypadku - trzy do czterech. Po tym czasie Franki ma dość. Ponadto mamy tam kino, laser game i restauracje. Czuję, że jeszcze długo będziemy to miejsce odwiedzać. Zaczęliśmy na spokojnie od cymbergaja. Z dwulatkiem jest to niesamowita rozgrywka. Punkty wpadają jeden za drugim, zdobywa je głównie Frank. Samobójcze. 

- Tato pup! (kupa) - usłyszałem od syna. Podbiegłem szybko do stolika, zgarnąłem plecak z niezbędnymi akcesoriami. Frank grzecznie czekał przy stole do cymbergaja. Wchodzimy do łazienki, idąc w stronę przewijaka mijamy pisuary z prawej strony i umywalki z lewej. Jak na toaletę, to całkiem tu przytulnie. I w przeciwieństwie do głównej sali, jest tam zawsze spokój. Idealne warunki, by się wyciszyć :)

Podnoszę Franka i układam Go na przewijaku. Z plecaka wyciągam pieluszkę i nawilżane chusteczki. 
- No dobra Franki, pokaż co tam masz - zwracam się do Malucha. Franki z promienistym uśmiechem na buzi, rozwalił się jakby leżał na łóżku w Warszawskim Marriocie, a nie na przewijaku z Ikei. Ściągam Jego spodnie, majtki, zaglądam do pampersa.
 - Dziecko! To epickie zjawisko, a nie zwykła kupa! - mówię sam do siebie. Była dosłownie wszędzie! Na tyłku, plecach, część przedarła się poza pieluchę. Będzie ostro, ale ominę Ci więcej szczegółów. Wiedz tylko, że była bardzo lepka. 

Otwieram chusteczki. Kilka sprawnych ruchów dłoni, kilka zużytych chusteczek i większość zebrana. Gdzieniegdzie, pozostawały jeszcze kleksy uporczywie trzymającego się gówna. Przykro mi, ale nie da się tego delikatniej nazwać. Raz, dwa, trzy i wszystko zgarnięte. 
Ale zaraz! Co to? Jedna mała, brązowo - czarna kropka na udzie.
 - Zaraz się z tobą rozprawię - mówię na głos. Frank nadal leży zrelaksowany. Gawędzi coś pod nosem. Ja wyciągam kolejną chusteczkę. Owijam ją wokół wskazującego palca. Jeden szybki ruch, niczym Bruce Lee w "Wejściu smoka". No, to powinno załatwić sprawę. Patrzę na chusteczkę. Nadal biała jak śnieg. Rzut oka na udko Franutka. Ciapka jak była, tak jest nadal. Kolejny "cios", brakuje tylko, żebym wydał z siebie okrzyk: łoooooooaaaaaa, a naprawdę bym wyglądał jak Bruce. A plamka? Ta jest tam nadal. 

Czas na bardziej radykalne metody. Zaczynam pocierać miejsce gdzie jest to paskudztwo. Nawilżona chusteczka zaraz wyschnie i stanie w płomieniach. Tak intensywnie pocieram. Na buzi Franka pojawił się grymas. Zrozumiałem, że mogło Go zaboleć tak intensywne pocieranie. 
Dobra. Koniec. Teraz to już wojna! Czas wytoczyć moją wunderwaffe. 

Ślinie palec wskazujący prawej dłoni. Zaatakuję paznokciem i rozprawię się definitywnie z tą cholerą! Skrobię, ale to nie znika. Jeszcze raz. Kolejna próba zakończyła się fiaskiem. Ze zdumieniem odkrywam, że to coś jest bardzo delikatne w dotyku. Niczym skóra niemowlaka. Wręcz milusie. Przyglądam się bliżej. Skupiam wzrok. Synu, wiedziałeś że masz tu pieprzyk?

Komentarze

Popularne posty