Krew, pot i łzy - tak rodzi się życie cz. 2



19:44 Na salę wchodzi pielęgniarka. - Co się dzieje? - pyta ze stoickim spokojem - To chyba już - odpowiada On. Na wezwanie pielęgniarki, zjawił się ginekolog. - Będzie bolało, ale muszę dotrzeć naprawdę głęboko - ostrzega doktor. Jej twarz mówi wszystko, ale żeby upewnić wszystkich w tym co dokładnie czuje, krzyczy na głos: - O kurwa, jak boli! - On stoi przy jej łóżku, pozwalając by ściskała mu dłoń, żeby mogła oddać choć odrobinę swojego cierpienia. - Dziesięć centymetrów. Zaczynamy - mówi z uśmiechem badający Ją lekarz. - Podekscytowani? - dodaje po chwili z życzliwością. W odpowiedzi słyszy jak Ona mówi do męża: - Ja się boję. - Ten próbuje dodać jej otuchy buziakiem w czoło. - Dasz radę. Jesteś dzielna i silna - mówi żonie, patrząc w oczy swojej ukochanej. - Wiem, że taka jestem, ale i tak się boję! - odpowiada ironicznie Ona.

Ich konwersacje przerywa ginekolog. - Jak się mówi po polsku: duwen en ademen? - Małżonkowie spojrzeli na siebie z uśmiechem. - Przyj i oddychaj - odpowiedział On. - Jak? - poprosił o powtórzenie przystojny Holender. - Przyj i oddychaj - odpowiedziała spokojnie Ona. - Ok, przij i oddichaj - powtórzył kilkukrotnie mężczyzna w fartuchu. Zespół położniczy uwijał się dookoła łóżka. Przygotowując wszystko na przyjęcie nowego przedstawiciela gatunku ludzkiego. - Jak poczujesz skurcz to przij - powiedział lekarz. - Dłonie trzymaj pod kolanami - instruowała położna. On podparł dłonią Jej kark. - Yyyyyyyyyyyyyy.... - Jej mina obrazuje cały wysiłek jaki wkłada w poród. - Dobrze Ci idzie - szepcze do ucha Jej mąż. - Oddichaj, oddichaj - powtarza kilkukrotnie lekarz. - Good job - mówią chórem położne. Skurcz minął, chwila na zaczerpnięcie głębokiego oddechu. 

KTG sygnalizuje nadejście kolejnego skurczu. -
Push, push, push, psij - motywuje do działania odbierający poród ginekolog. Stojące za jego plecami położne, niczym czirliderki zagrzewają rodzącą kobietę do boju: - Psij, psij, psij, psij... - Atmosfera udziela się Jej mężowi, który przyłącza się do chóru: - Psij, psij, psij... psij Kochanie, psiiiiiiij! - Zamknij się! - szybko strofuje Go Ona. - Lepiej daj mi wilgotny ręcznik na czoło, bo pot zalewa mi oczy - dodaje w grymasie bólu rodząca kobieta. Nierówna walka z matką naturą, trwa już dwadzieścia minut. - Yyyyyyyyyy... - kolejne parcie - Psij! - woła doktor, prawą ręką sięgając po nożyczki. - Powiedz Mu, żeby mnie nie nacinał - prosi Ona, swojego partnera. Ginekolog jakby rozumiał o czym mówią, choć po polsku potrafi powiedzieć "psij" i "oddichaj". Odkłada nożyczki na miejsce. 

Kolejny skurcz i kolejne parcie. Niestety mimo największego wysiłku i Jej wszelkich starań, nie daje rady samodzielnie urodzić. Widząc, jak skrajnie wyczerpana jest jego pacjentka, lekarz został zmuszony do użycia nożyczek. Jedno małe cięcie. 20:12, do okrzyków "psij", "oddichaj" i "good job", dołączył kolejny: krzyk nowo narodzonego życia. Lekarz ostrożnie odplątał pępowinę, która owinęła się w okół szyi malca. Płynnym ruchem ułożył Go na piersi mamy. - Jak ma chłopiec na imię? - zapytał ktoś z personelu. - Max - odparł dumny z żony i synka tato, czule spoglądający w Ich kierunku. W pomieszczeniu z inkubatorem, czai się pediatra, oczyści dziecko z krwi i wszelkich nieczystości, sprawdzi jego parametry. - Daj im chwilę - mówi ginekolog do koleżanki w białym fartuchu. Mijają bezcenne chwile, mały Max raz za razem zerka na zmęczoną twarz swojej mamy. Ona ze łzami w oczach po zwycięskiej batalii, uśmiecha się czule do malca. Jej wzrok mówi wszystko... Resztę napisze życie.


Komentarze