#2

ojciec to ja


W sobotę, zabrałem Franka na przejażdżkę rowerową po mieście i jego okolicach. Jadąc przez centrum miasta, na swojej drodze, napotkaliśmy idących z naprzeciwka dwóch mężczyzn. Ich ubiór, zachowanie, oraz niewybredny język, wskazywały że to rodacy. Jeden z nich, ten bardziej łysy, w zielonym dresie, zatrzymał nas i zapytał: sorry, where is train stadion? Wyciągnąwszy rękę wskazałem mu kierunek, z którego właśnie przyszli. Dzięki – odpowiedział ten drugi. Zachowuj się, on nie rozumie, po angielsku mu powiedz. – zwrócił uwagę koledze jegomość w zielonym dresie. Gdy już miałem wysłuchać słów wdzięczności w języku Szekspira, na scenę wkroczył Franki. Zniecierpliwiony tym nieoczekiwanym postojem, odezwał się mówiąc: tato choć jedziemy! Mina dresiarzy bezcenna.

Komentarze

Popularne posty