Gang Stanisława Tołpy

  


Halina z wózkiem, spacerowała po parku. Niedawno sprowadziła się do tej części Wrocławia. Dopiero poznawała okolice i nowych ludzi. - Wie Pani kto to jest zły rodzic? - zaczepiła ją nieznajoma. Mówiła głośno, bardzo ekspresyjnie gestykulując. - Nie - odpowiedziała zaskoczona Halina. - Ktoś taki jak Pani. Kto zabiera bobasa na dwór, bez skarpetek i czapeczki! Ba! Bez becika, a jest tylko 15 stopni. Opieka społeczna powinna zabierać dzieci tak skrajnie nieodpowiedzialnym rodzicom! - pomstowała kobieta, odchodząc z miejsca, w którym dokonywała się ta okropna zbrodnia. - 15 stopni! - powtarzała. Halinie ręce opadły, wózek stoczył się dwa metry od niej i zatrzymał. Ona sama tkwiła w bezruchu, jak surykatka na straży. Jej mózg analizował to, co się właśnie stało. - I niech Pani trzyma wózek, bo ktoś porwie pani dziecko! - krzyczała z oddali nieznajoma. 

Widzę, że poznała już Pani "matkę samo zło", szefową gangu wózeczkowego. - Halina usłyszała za sobą ciepły, męski głos. Odwróciwszy się, ujrzała szatyna trzymającego na rękach śpiącego dwulatka. - Dzień dobry, nazywam się Karol - przedstawiał się nieznajomy. - No, tak. Ale nie do końca wiem, co się właśnie stało - mówiła zmieszana Halina. - Może usiądźmy tu na ławce? Ten mały koleżka swoje waży, a pośpi jeszcze z godzinę. - zaproponował Karol. - Dobrze - przytaknęła Halina. - Pomoże mi Pan... - Karol. Tak mam na imię. - przerwał Halinie szatyn. - Ja jestem Halina. Pomożesz mi to zrozumieć Karol, co przed chwilą się zdarzyło? - kontynuowała Halina. - Oczywiście! Widzisz te harpie, tam na ławce? - Halina twierdząco kiwnęła głową.  - To jest właśnie "Gang wózeczkowy Stanisława Tołpy" (od nazwy parku w którym rezyduje). Tak nazywają je okoliczni mieszkańcy. Pani, z którą miałaś nieprzyjemność, to Waleria ich szefowa. 

-  Ale ona nie ma wózka - wtrąciła Halina. - No tak, już nie ma. - kontynuował Karol. - Kilka lat temu, jej synek, wtedy miał trzy może cztery miesiące, zapadł na zapalenie płuc. Bardzo silne. Niestety zmarł. Wtedy właśnie Waleria z cieplej i życzliwej osoby, zmieniła się w harpię, atakującą wszystkich "nieodpowiedzialnych" rodziców. W mgnieniu oka, zgromadziła w około siebie kilka zwolenniczek swojego postępowania, dzięki którym poczuła się jeszcze pewniej. Wszyscy okoliczni rodzice, omijają ją szerokim łukiem. Ze strachu. - Halina zamyśliła się w milczeniu. - Szkoda, że nie powiedziała mi tego jak do człowieka, tylko rzuciła się na mnie z pazurami. Ocenianie, pouczanie innych z pozycji siły, to nic dobrego. Może chęci ma dobre, bo pewnie zależy jej, żeby innych dzieci nie spotkał zły los.  Powinna jednak stanowczo popracować nad emocjami - stwierdziła Halina. 

Komentarze

Popularne posty